Dookoła Świata
14 lipca 2015

Postać Pawła Zagańczyka przewija się raz na jakiś czas przez moje recenzje na wNas. Może to kwestia mojego akordeonowego fetyszu – bo pan Zagańczyk jest tego instrumentu wirtuozem i nie boi się go wykorzystywać w sposób nieszablonowy. Płyta „Tango” była posunięciem dość oczywistym, bo z tym głównie instrumentem kojarzymy argentyński narodowy taniec. Współpraca z jazzowym saksofonistą Adamem Wendtem była już pewną niespodzianką. Ale Zagańczyk ma też swój kameralny skład Zagan Acoustic, w którym może do woli pofolgować swojej muzycznej wyobraźni. Zahacza i o jazz, i o muzykę poważną, i o folklor (koncepcja trochę zbliżona do kwartetu Cup Of Time, którego zeszłoroczny debiut również gorąco polecam – tak przy okazji). Tytuł świeżutkiej, wydanej kilka dni temu drugiej płyty formacji: „Folk & Roll”, sugeruje, że tym razem będzie żywiołowo. I jest!

 

Kwartet w składzie: Paweł Zagańczyk (akordeon), Joachim Łuczak (skrzypce), Andrzej Wojciechowski (klarnet – zastąpił przedwcześnie zmarłego Jakuba Kubalę), Jarosław Stokowski (kontrabas) postanowił wziąć na tapetę muzykę różnych kultur, ale jednak przefiltrowaną przez wrażliwość polskich kompozytorów. Poprosił siedmiu z nich o utwory zahaczające o muzykę tej albo tamtej grupy etnicznej. Dzięki temu outsourcingowi powstał materiał mocny i zróżnicowany. Nic tylko grać! Sporo tu motywów żydowskich – oparty jest na nich „nagaZ” Anny Marii Huszczy, mamy też opracowanie „Hory” – ludowej melodii z Izraela. Z kolei Krzesimir Dębski dostarczył mocno pachnące czardaszem „Bojan Duke of Dingac” i „Country in E” – tytuł mówi wszystko o stylistyce. Gościnnie zagrał też w „Highland Roll”, w którym kompozytor Maciej Zimka jakoś tak mimochodem udowodnił ile wspólnego mają ze sobą muzyka szkocka i dźwięki wywodzące się z Appalachów.

W utworze tym pojawia się jeszcze żartobliwa wokalna wstawka. Trochę w niej scatu, a trochę parodii zawodzeń Amerykanów. „Kujawiak” Krzysztofa Kubali brzmi zaskakująco lirycznie. A przecież można ostrzej, z pazurem, co dawno temu udowodnił już Zbigniew Namysłowski. W „Miasteczku” Artura Guzy na chwilę wraca ukochane przez Zagańczyka tango. Nie potrafię przyporządkować żadnej krainie geograficznej „BAGAs” Radosława Kujawy i „Tańca życia” Piotra Słopeckiego – ale nie szkodzi. Wpisują się one świetnie w zamysł płyty. Bo kiedy wsłuchać się w cały krążek dochodzi do nas, że stoi on nie tyle muzyczną etnografią, próbą wejścia w buty tej czy tamtej kultury, ale raczej żonglerką, zabawą z różnymi tradycjami. Wielokolorowa krajka na okładce albumu może się kojarzyć z łowickimi tkaninami ( i pewnie o to chodziło), ale niżej podpisanemu przywodzi też na myśl pstrą szachownicę z logo wytwórni RealWorld, która od ćwierć wieku wydaje co bardziej pokręcone fuzje muzyki z różnych stron świata. Zagańczyk i jego kompani robią dokładnie to samo, tyle ze z pomocą instrumentów klasycznych – a mają do odegrania naprawdę piękne melodie!

Jak na wykonawców wywodzących się z muzyki – było nie było – poważnej, Zagan Acoustic nie boją się pójść na żywioł, zagrać od ucha. A i pierwiastki jazzu się znajdą – proszę tylko posłuchać jak pięknie swinguje kontrabas Jarosława Stokowskiego w „nagaZ” – i Ron Carter by się nie powstydził! To nie jest chłodne, wyprane z uczuć studium akademickie. Płyta jest przemyślana, wysmakowana, ale jednocześnie tak witalna i przystępna, że powinna trafić do szerokiego grona odbiorców. Tych, którzy cenią muzykę klasyczną trochę rozrusza, miłośnikom folkloru da świeże spojrzenie.

Nie chce mi się „Fok & Roll” wyłączać. Od paru tygodni słucham go w domu, w wozie, jako że mam możliwość – również w pracy. Pierwsza w tym roku prawdziwa perełka. Tylko się cieszyć, że z Polski.

 

 

 

Dookoła Świata

zagan-acoustic-logo